wtorek, 17 października 2017

Byc Francuzem czy Europejczykiem. Europejczykiem czy Francuzem? Francuska codziennosc: czesc 109.

Oto jest pytanie!

Odbylam dzisiaj dwugodzinna dyskusje z moimi uczniami na ten temat na lekcjach Nauczania moralno-obywatelskiego czyli na odpowiedniku polskiego Wos-u.

Mam w 1szych czyli w polskim systemie drugich klasach liceum, wsrod 16-17 latkow, przerobic temat obywatelstwa, bycia obywatelem. Wiadomo jednak od 1992 roku, ze nia sa oni a raczej nie beda obywatelami tylko i wylacznie Republiki Francuskiej ale rowniez Unii europejskiej.

Tak wiec sobie dzisja debatowalismy i bylo to dla mnie doswiadczenie wielce pouczajace!
Bo wiekszosc moich uczniow nie czuje sie ani Francuzami ani Europejczykami. Ich identyfikacja dotyczy przede wszystkim kategorii ogolnych typu: czlowieczenstwo, kobieta, mezczyzna.

Dla nielicznych bycie Francuzem ma wyzsza wartosc niz bycie Europejczykiem. Bycie Europejczykiem pociaga polowe moich pupili bo lubia idee otwartych granic, programow Erasmus, tej samej monety.
Czyzby bycie Francuzem odeszlo do lamusa? Czyzby identyfikacja z panstwem narodowym - Francja tak malo ich obchodzila?

Jest to calkiem mozliwe. Gdyz blizsza jest im tozsamosc regionalna, jestem z Bordeaux, z Akwitanii niz tozsamosc francuska. Te ostatnia utozsamiaja z manipulacja, z checia wmowienia im czegos czego nie czuja poza nielicznymi wyjatkami.

Gdy mowia o swoich kontaktach z innymi, o swoich podrozach wydaje im sie dziwne mowienie "jestem Francuzem" wola "Jestem Nicolas i lubie to i to..."

Pracowalismy dzisiaj na fragmentach artykulu z Eurobarometru i dane tam przedstawione bardzo ich dziwily.
Szykuje nam sie chyba kolejna zmiana w mentalnosci i w zachowaniu, w sposobie postrzegania.

Dlatego na tym tle nasz polski obrazek wyglada jak okaz wyjety z XIX wieku. Gdy napomknelam im, ze w polskich szkolach, podrecznikach, w dyskursie polityczno-medialnym wciaz trabi sie o... patriotyzmie... obruszyli sie nieco. Bo wedlug nich patriotyzm zrodzil tyle zla w XX wieku w Europie, ze juz go wystarczy, nie jest potrzebny.

Uwielbiam te dyskusje z nimi... i ich niesmiale pytania bo dlugim wstepie... czy moga i czy powinni... "A Pani jest bardziej Polka, Francuzka czy Europejka?"

Oto jest pytanie!

Czasem jednym, czasem drugi, czasem trzecim ale ani zdecydowanie pierwszym ani drugim to na pewno. Chyba jestem jak moi uczniowie... identyfikuje sie bardziej z rodem czlowieczym i z moja plcia niz z przynaleznoscia narodow-kulturowo-jezykowa czy jakakolwiek inna jescze. I tez bardzo, ale to bardzo nie lubie wszelkich "izmow" na czele z patriotyzmem!

poniedziałek, 16 października 2017

Czlowiek jest jak glebokie jezioro... czyli przeczytane w tym tygodniu: E. Tolle.


Pisalam kilka tygodni temu o pierwszej ksiazce Eckharta Tolle, ktora przeczytalam. Szybko przyszedl czas na druga. czyli na "Moc terazniejszosci w praktyce". 
Ta ksiazka jak i poprzednia beda czytane jeszcze wielokrotnie a przede wszystkim wprowadzane w zycie czyli w praktyke moja codzienna. 

Dzisiaj kilka mysli, cytatow, interpretacji, ktore podzielam w 200%!

"Jestescie podobni do glebokiego jeziora. Warunki zewnetrzne i to wszystko co wydarza sie w waszym zyciu sa tafla tego jeziora. Czasem spokojna, czasem wzburzona, wedlug cykli i okresow. W glebi jednak woda tego jeziora nie zna zawirowan. Jestescie calym tym jeziorem a nie tylko jego tafla. Wasz gleboki byt i jestestwo sa spokojne caly czas". (strona 114)

Jesli przestaniecie walczyc, inaczej mowiac stawiac opor temu co jest i zaczniecie zyc tym co teraz, przeszlosc utraci cala wladze. Krolestwo Bytu, zamaskowane umyslem i jego analizami bedzie moglo spokojnie istniec w was. Poczujecie spokoj. W jego sercu bedzie radosc a w niej milosc... strona 103.

Kazdy opor na to co jest jest negatywnoscia... poczynajac od irytacji a na wybuchu wscieklosci konczac, poczynajac o zdeprymowania a na akcie samobojczym konczac. Za kazdym razem, gdy ta negatywnosc pojawia sie w was... obudzcie sie, badzcie obecni tu i teraz, rozpoznajcie te emocje i zachowania jako negatywnosc. Tylko wtedy mozna przestac walczyc i wyzdrowiec. Pozwolcie tej negatywnosc przejsc przez wasze cialo jakby bylo one przezroczyste. Pozwolcie jej odejsc. 

"Jesli wasza sytuacja zyciowa nie jest satysfakcjonujaca, uznajcie ten fakt i odpuscie, przestancie stawiac opor temu co jest. Wasza swiadomosc przestanie byc wtedy kontrolowana przez warunki, czynniki zewnetrzne... Nastepnie zadecydujcie co mozecie zrobic by sytuacje poprawic albo sie od niej uwolnic. Dzialajcie" strona 122

Jesli nic nie mozecie zrobic nie trwajcie w oporze. Uznajcie te sytuacja taka jaka jest teraz. 

"Jesli mowicie komus "nie" sprawcie by to "nie" bylo wynikiem uswiadomienia a nie tylko reakcji z waszej strony, by bylo wynikiem jasnego osadu, by bylo wolne od wszelkiej negatywnosci czyli rekacji umyslu.... Wezcie odpowiedzialnosc za wasze zycie. 

Akceptacja cierpienia jest droga do smierci. Pozwolic cierpieniu byc, byc na niego uwaznym to wejsc odpowiedzialnie w swoja wlasna smiertelnosc. Wtedy nie ma juz strachu przed smiercia bo tylko ego umiera a nie nasz byt. 

i na koniec... kilka slow, ktore dedykuje sama sobie i moim bliskim tez:
"Jesli jestes jedna z tych licznych osob, ktore maja problem ze swoimi rodzicami, ktore wciaz wspominaja to co rodzice im uczynili, badz czego nie uczynili... to dlatego, ze myslisz, ze mieli wybor, ze mogli zareagowac inaczej. Zawsze wydaje nam sie, ze rodzice maja wybor: jest to tylko iluzja. Jak dlugo waszym zyciem decyduje wasz umysl tak dlugo nie macie wyboru. Zadnego. Was nawet w tych decyzjach nie ma. Identyfikacja waszej osoby z waszym umsylem, z tym kim jestes, z waszym dzialaniem jest dysfunkcja. Jest forma choroby. 
Wszyscy w jakims stopniu na nia chorujemy. Jesli jednak uswiadomicie sobie ten fakt, wasze pretensje do rodzicow znikna. Pozostanie tylko zrozumienie i wspolczucie. Przestaniecie tworzyc cierpienie i w nim zyc" strona 143

Historia.org napisala o mojej ksiazce...

https://historia.org.pl/2017/10/11/przeglad-nowosci-wydawniczych-xiv/

Narazie to oczywiscie, krotka wzmianka, polecanych publikacji z pazdziernika 2017.
Ciesze sie!

niedziela, 15 października 2017

Przyjaciele, przyjaciele... kolacja, dzisiejsze popoludnie... Francuska codziennosc: czesc 108.


Wczorajszy wieczór spędziliśmy z naszymi przyjaciółmi: Didier, Anne i ich dziecmi Jeanne i Félixe. Pojawilismy sie u nich kilka minut po godzinie 20. Didier testowal po raz drugi swoja planche czyli prezent, ktory dostal od nas, swoich przyjaciol i znajomych na 50 urodziny ( pisalam o nich, odbyly sie 23 wrzesnia). To calkiem profesjonalan i wielka plancha, oczywiscie na styl hiszpansko-baskijski. 

Kolacjowalismy wczoraj do godziny 23 na tarasie bo temperatury w Bordeaux przekraczaja 20°C. Dzisiaj jest 26°C na przyklad czyli powrot lata. Wczoraj kolo 23 h bylo wciaz 22°C. 

Pierwsze co mnie urzeklo to deser, wykonany przez Anne... tarta na bazie ciasta financier i do tego truskawki z mieta! Dobrze, ze przynieslismy szampana do tego deseru wyszlo nam niebo w gebie!

Didier podal na przystawke suszone sliwki pieczone w boczku, i tartinki z pasztetem. Do tego biale wino. Na danie glowne mielismy ziemniaki, papryki, borowki pieczone wraz z wielkim kawalkiem pieczonej wolowiny czyli aloyau de boeuf. Czerwone wino... nie pamietam juz jakie, ale wszystko nam wczoraj smakowalo! 

Antek dobiegl do nas na deser kolo 22h, po swoim wieczornym koncercie. Rozmowy nam sie kleily a wrecz mnie intelektualnie pobudzaly a to jest to co tygrysy lubia najbardziej. 


Genialny wieczor jednym slowem. Teraz jestesmy po obiedzie na tarasie. Moi panowie leza na lezakach i odpoczywaja. Ja za chwile do nich dolacze bo o 16 pojawi sie moja przyjaciolka Hélène z synem Orensem i znow poplotkujemy choc nie tylko. Hélène jest ta osoba, ktora pracuje ze mna nad tlumaczeniem na francuski mojej powiesci "Odchodzic". Mamy wiec sporo pracy tez. 

Jeszcze przed nami ostatni tydzien pracy a pozniej cale 2 tygodnie wakacji... ciesze sie jak dziecko. 



sobota, 14 października 2017

Dzien chorow w naszej filharmonii. Francuska codziennosc: czesc 107.


Wlasnie wrocilismy z filharmonii a raczej z audytorium bo teraz tak te sale sie nazywa u nas. Antek spedza caly dzien na spiewaniu. Maja warsztaty z dyrgentka Chrou Radia Francuskiego z Paryza, uwazanego zreszta za jeden z najlepszych chorow w kraju. Maja tez dwa koncerty z nimi i wlasnie zakonczyl sie pierwszy.

Kolejny jest o 20, ale nie idziemy na niego bo nie mamy biletow i jestesmy zaproszeni do przyjaciol na kolacje.
Chrow zjechalo sie sporo z calego regionu i chodzi oczywiscie o chory dzieciece i mlodziezowe. Sluchalismy tych z Angoulême, z Bayonne i z Biarritz, z przedmiesc Bordeaux i z malych miasteczek.

Coz jak to sie mowi po francusku " il n'y a pas photo" czyli roznica w poziomach jest kolosalna.

Najlepsi - Radio France i chor Antka czyli Maîtrise de Bordeaux zaraz za nimi... Jak zaspiewali swoje 3 kawalki przed chwila to sala zamarla... a po mnie przeszly ciarki, jak zwykle zreszta.

https://www.facebook.com/cdfilles33/videos/1351335298305235/   - z wczorajszego koncertu, kompozycja Stabat Mater, dyrygenta antkowego choru Alexis Duffaure.

Moge ich sluchac bez konca! Sa swietni a ja jestem super szczesliwa, ze moj syn moze uczestniczyc, uczyc sie, sic radosc w wielu miejsach we Francji i na swiecie.
Kolejne tournée - lipiec 2018 Kanada... mialy byc Chiny ale ze wzgledu na tamtejsze zanieczyszczenie powietrza w Pekinie plany zmieniono. Cale 2 tygodnie jezdzenia po Kanadzie i koncertow. Ekscytacja rosnie.

 posluchajcie tego klikajac

piątek, 13 października 2017

Spotkanie z Dominique Colas czyli z cyklu Konferencje.


Bylam wczoraj wieczorem na konferencji w ksiegarni Mollat, a raczej w jej aneksie. Bardzo mi na tej konferencji zalezalo bo za kilka dni wspominac bedziemy 100-tna rocznice wybuchu Rewolucji pazdziernikowej. 

Z mojego dziecinstwa w szkole podstawowej numer 5 w Koszalinie, imienia Bojownikow PPR pamietam te celebracje, spiewy, uroczyste akademie w dniu 7 listopada. Gdzies nawet na szkolnych zdjeciach mam czerwona kotare i napis o "Wielkiej rewolucji" - musze odszukac. 

Pozniej moje zycie zawodowe wielokrotnie prowadzilo mnie do Rosji i moja fascynacja tym krajem i jego mieszkancami trwa do dzisiaj. Nie moglo mnie wiec wczoraj nie byc choc zmachana po 6 lekcjach, zakupach, z dwojka dzieci ( sprawujemy opieke nad Antka przyjacielem do soboty) miedzy kolacyjnym garnkiem a ich tenisami i zadaniami domowymi ruszylam do centrum miasta. 

Konferencja byla wspaniala. Bardzo wielu rzeczy sie dowiedzialam a przede wszystkim po raz kolejny udalo mi sie spotkac z panem Dominique Colas. On juz jest na emeryturze ale jeszcze kilka lat temu mijalismy sie w korytarzach Sciences Po w Paryzu czy na roznych konferencjach. 
Dziwnym trafem pan profesor przypomnial sobie, ze jestem autorka ksiazki "Russie orthodoxe", wiedzial nawet kto byl promotorem mojej doktorskiej tezy. Jednym slowem, poza moimi pytaniami i dociekaniami dotyczacymi meritum mielismy o czym rozmawiac. 

Dominique Colas, jak twierdza specjalisci jest jedynym Francuzem, ktory przebrnal przez 35 tysiecy stron napisanych przez Lenina... Chapeau bas czyli niskie uklony jak to sie mowi po francusku!

Kupilam wczoraj jego ksiazke "Lénine" bardzo obszerna monografie, ponad 500 stron i poprosilam o autograf... dostalam wpis: 
"Dla Agnieszki, to dzielo by mogla myslec o rewolucji i o kontr-rewolucji. A takze o "cudzie nad Wisla".

Do domu wracalam na skrzydlach. Uwielbiam takie spotkania. Ksiazke zaczelam czytac! Jest wspaniala. 


czwartek, 12 października 2017

Przeczytane w tym tygodniu: S. S. Gowda "La fille secrète" i numer "Philosophie"



Powinnam napisac - przeczytane w ubieglym tygodniu tylko czasu mi zabraklo na opisanie...

Najpierw ta powiesc, pierwsza powiesc kanadyjskiej autorki indyjskiego pochodzenia... o przetlumaczenie tego tytulu nie jest latwo choc polska wersja brzmi "Sekretna corka". Powiesc ta wydana po raz pierwszy w 2011 roku doczekala sie wznowien.

Na poczatku mamy 2 rodziny, a raczej dwie pary, ktore dzieli wszystko oprocz zwiazku z Indiami. Jest para indyjskich chlopow: Kavita i Jasu, ktorej rodza sie dzieci, 2 corki na poczatek, pierwsza zabija maz, druga zona oddaje do sierocinca zaraz po urodzeniu. W koncu pojawi sie upragniony syn i ten zostanie przez rodzicow wychowany choc skonczy w narkotykowej mafii. A owoc odrzucony, czyli druga corka, zaadoptowana przez pare Somer, Krishnan w Stanach zjednoczonych stanie sie Kims. Asha czu Usha, corka indyjskiej pary otrzyma doskonale wyksztalcenie co zaowocuje doskonale zapowiadajaca sie kariera.

Powiesc jest pelna emocji, czytalam ja z zapartym tchem i to dzieki temu, ze oddaje realia indyjskiej egzystencji i to co nazywamy tozsamoscia, nasza karta identyfikacyjna... Strasznie trudno jest czasami ja zrozumiec.
Tylko zakonczenie mnie nieco rozczarowalo... bylam jeszcze glodna...


Magazyn filozoficzny, to jeden z moich ulubionych magazynow. Nie kupuje go jednak tylko biore w bibliotece. Ten numer zainteresowal mnie okladka bo po pierwsze: Jaka czesc dziecinstwa zachowujemy w sobie gdy dorastamy? Zdania sa podzielone wsrod filozofow tych przeszlych jak i ty wspolczesnych.

Po drugie w tym numerze jest zamieszczony wywiad z bylym ksiedzem Krzysztofem Charamsa. Byly sekretarz Miedzynarodowej Komisji teologicznej w Watykanie opuscil stan kaplanski bo... sie zakochal i to w mezczyznie. Skandal, kara suspensy, odejscie, kilka konferencji prasowych. W opublikowanym wywiadzie Charamsa kladzie nacisk na watykanska homofobie jak teksty zakazujace "wynajmu lokali dla homoseksualistow, w tym mieszkan, zakaz zatrudnienia homoseksulaisty w szkole, na basenie, w centrum sportowym". Charemsa idzie dalej oskarzajac Watykan o naciski wywierane na rzadach panstw: "Cala dyplomacja Watykanu opiera sie na tekstach Kongregacji ( wyzej zacytowanych)".
To co sprawilo, ze zachwycilam sie ta postacia to fakt, ze Charemsa powraca do zrodel do naszej wolnosci i do naszej milosci odrzucajac ramy, reguly i dyrektywy instytucji koscielnej. Kosciol nie jest absolutnym ekspertem od moralnosci seksualnej, ba kosciol nie powinien nawet zajmowac sie ta morlanoscia zagladajac ludziom do majtek i do lozek. Kosciol ma inna role do spelnienia.