niedziela, 13 sierpnia 2017

Czas na ostatni etap wakacji - Wlochy!

Wylatujemy juz jutro... po 3-ech pralkach i 3-ech godzinach prasowania znowu spakowalam walizki.

Czeka nas 15-sto dniowy pobyt w poludniowych Wloszech.  Pierwszy tydzien spedzimy nieopodal Neapolu, drugi w regionie Puglia czyli w obcasie wloskiego buta. To wszystko jak dolecimy oczywiscie...

Rezerwacji wszystkich dokonal moj maz podczas naszej nieobecnosci. Lecimy wiec tzw: tanimi liniami czyli Rayanair'em - juz musze sie psychicznie przygotowac bo niecierpie tych linii brrr!!!
Lecimy do Rzymu, podroz w obie strony prawie 500 euro dla nas trzech wiec tanio nie jest za to bedzie bez klasy - to akurat juz wiem. Byle bezpiecznie... koncze marudzic.

Tam zarezerwowal Stéph auto na 15 dni, to akurat jak wszedzie na swiecie jest tanie 180 euro bez lmitowanego kilometrazu jakies nowe Clio. Moze byc.

Dalej sa hotele i tutaj mamy caly przeglad. Bo w pierwszym tygodniu sie nie ruszamy mamy wiec hotel na wsi, z parkiem, basenem i ze SPA. W drugim tygodniu kosztujemy nowosci: 2 noce w Lecce w jakims mega-nowoczesnym obiekcie, w samym centrum; 3 noce na wsi w czyms w rodzaju agroturystyki ale takiej ze zdjec - luksusowej i ostatnie 2 noce obok mojej kolezanki Wloszki w San Giovanni di Rotondo czyli w miescie ojca Pio, standart hotelowy. Wszystkie noclegi we Wloszech sa ze sniadaniami i kosztuja okolo 100 euro za dobe.

Przewodniki przeczytane, plany porobione... teraz pozostaje je realizowac i cieszyc sie prawdziwa Dolce Vita!

Polska 2017: Spotkania, przyjaciele; hotele i jedzenie. Czesc 3.

Podroz nasza do Polski, przez Frankfurt, rozpoczelismy juz od jednego hotelu lotniskowego bo musielismy czekac do nastepnego dnia na nasz samolot do Poznania. Byl to sympatyczny hotel Moxy, grupy Marriotte, gdzie wlosko-hiszpanska ekipa na recepcji przywitala nas koktajlem. 3-4* obiekt byl bardzo nowoczesny i dosc tani bo pokoj ze sniadaniem kosztowal nas 50 euro. 

Po kilku dniach wyladowalismy w Gdansku i tutaj zarezerwowalam Ibis Stare Miasto. Po pierwsze ze wzgled na cene 112 euro za 2 noce bez sniadania co jak na Gdansk jest tanio... po drugie ze wzgledu na odleglosci 10 minut od Dworca i 10 minut od Starego Miasta - co pozwala uniknac taksowek i obnizyc koszty pobytu. Wygodny, nowoczesny hotel, sieciowka grupy Accor, ktorej karta pozwala na dodatkowy 5 albo 10% upust. Bylo nam tutaj cicho, wygodnie i dobrze. 



Wedel w Sopocie... pysznosci






W Toruniu zarezerwowalam pobyt w malutkim hotelu na starym miescie "Pod Czarna roza". Mielismy pokoj na ostatnim pietrze i tylko to bylo negatywnym punktem pobytu - taszczenie toreb i walizki. Poza tym super! Bardzo profesjonalna obsluga i zyczliwa! Wygodny, dobrze wyposazony pokoj, cisza, widoki na kamieniczki, pyszne sniadanie i to wszystko za 50 euro za dobe wiec calkiem przyzwoicie. Na tylach taras ukwiecony, kilka zabawek dla dzieci, w srodku nastrojowe pianino, fotele... i usmiechy personelu. 

W kawiarni "U Freta" Warszawa...



A to juz Palac Struga, wmiejscowosci Struga, gdzie bylismy z moim rodzicami. Kilka kilometrow od Szczawna Zdroj i od Walbrzycha, w malenkiej wioseczce, gdzie w1807 roku walczyly wojska napoleonskie - upamietnia to tablica przy wiejskim kosciolku. Palac ma zaledwie kilka pokoi (11), ale sa one bardzo eleganckie i w miare dobrze wyposazone... brakuje suszarek do wlosow i na przyklad czajnika... ale to moja opinia, ktora zamiescilam juz na Booking'u i na Tripadvisor. W hotelu podawane sa sniadania - przez 3 poranki takie same, jest tez restauracja i bar z lodami. Lody byly przepyszne: agrestowe, z czarnej porzeczki z rozmarynem, z mango, szarlotka - niespotykane smaki i naprawde pyszne. W restauracji jedlismy raz i pomimo faktu, ze tego wieczora bylismy jedynymi klientami ( Niemcy zeszli pozniej) to na kolacje czekalismy dobre 40 minut. To stanowczo zbyt dlugo, szczegolnie jak sie jest z dzieckiem. 

I wszystko tutaj byloby dobrze, gdyby nie obsluga, personel... kompletna KATASTROFA... taki brak kompetencji, ze glowa boli! W ostatni wieczor moja chrzestna dzwonila do mnie jakies 30 razy... i albo nikt nie odbieral a jak w koncu panienka odebrala to nie umiala przelaczyc rozmowy na pokoj! sic!!! Ostatniego dnia moje rozliczanie trwalo dobre 30 minut bo pan na recepcji nie wiedzial czy mam placic czy nie???? bo przez Booking... to on nie wie... wydzwanial gdzies, sie nie dodzwonil... po prostu tragedia! Jak prosisz o duza kawe w barze to sewuja ci 2 naparstki Espresso... same "lewe rece" zatrudnili czy co??? Oto jest pytanie. 
2 osobowy pokoj ze sniadaniem to niecale 50 euro, kolo 200 zlotych. 


A jedzenie? Jak widac bylo na Facebooku moim i tutaj: czekolada, lody, pierogi... to dominanty!

Jak zwykle najlepiej gotuje moja MAMA u niej jest najsmaczniej! W restauracjach roznie... raz tak raz siak ale w sumie wciaz sporo na jedno kopyto. A najbardziej mnie wkurza podawanie w srodku lata zestawu surowek z: kapusty kiszonej, czewonej kiszonej i gotowanych buraczkow....

To, ze lato jest do wiekszosci nie dociera... sztampa po najmniejszej linii oporu za spore pieniadze. 

Ale odchodzac od tematu warunkow... nie napisalam jeszcze choc zdjec zamieszczac nie bede o spotkaniach, to znaczy napisalam, ale nie do konca...

Chcialabym bardzo serdecznie podziekowac moim szkolnym kolezankom i przyjaciolkom za spotkania! Bylo tego troche i bylo cudownie was znow widziec: Karinko, Magdo, Danusiu, Sylwio, druga Magdo. Chcialabym zaplakac na grobem niedawno utraconej kolezanki Izy... bylam...
Chcialabym serdecznie podziekowac za grila i za wiele spotkan naszych synow, przyjaciolom moich rodzicow Monice i Roberowi i oczywiscie Ksaweremu! 
Zycie biegnie jak szalone. Jutro kolejny wylot z Bordeaux, ale tych, ktorych kocham zawsze zabieram ze soba w myslach i w sercu. 


sobota, 12 sierpnia 2017

Radosna Wiadomość!!! Diana Maryla Suzanne!!!

Czas sie nią podzielić bo znam trochę wiecej szczegółów i dostałam śliczne zdjecia, które pozostaną narazie prywatne...
Wczoraj wieczorem moja szwagierka, Typhaine urodziła córeczkę, której nadano trzy imiona, francuskim zwyczajem. Mamy wiec kolejnego członka rodziny a Antek ma nowa kuzynkę Diane Marylę Suzanne.

Diane miała urodzić sie na samym końcu miesiąca sierpnia ale juz w pierwszych dniach miesiąca zdecydowano sie na wywołanie porodu bo Diane była duża. Było to przewidziane na 10 sierpnia, doszło do skutku 11 i wszystko bardzo dobrze sie odbyło. Typhaine cała szczęśliwa i zadowolona! Poród znakomity i Diane zdrowa 3850 g i 50,5 cm. Jak mówi mi szwagierka " taka sama jak jej brat i siostra jako bobas". Jutro pewnie wyjdą ze szpitala i pojada od razu do ich wiejskiego domu pod Paryżem. Macierzyński u nas jest krotki. 1 października Typhaine wraca do pracy. Nianie Diane bedzie miała te sama co jej brat i siostra.

To jak twierdzi Typhaine ostatnie dziecko w naszej francuskiej rodzinie. Wiec radość tym bardziej większa. Szampana chodzimy!

Polska 2017: nasze Miejsca. Czesc 2.

Oprocz stalych punktow programu czyli: Tulc, Poznania i Walcza odwiedzilismy tez tym razem kilka innych miejsc:

1. Trojmiasto: Gdansk, Gdynia, Sopot

Spedzilismy tutaj 3 dni. Pierwszego dnia, zaraz po przyjezdzie zwiedzilismy stare miasto - i tutaj trzeba napisac o tym jak bardzo spodobaly nam sie polskie koleje Intercity! Czysto, wygodnie, dosc szybko, jak dla nas byly te pociagi na czas a poza tym tanio. Bilety kupilam przez Internet z prawie poltoramiesiecznym wyprzedzeniem, mialam wiec 30% znizki, wydrukowalam w domu i o nic juz nie musialam sie martwic. Antkowi w Polsce zadne znizki nie przysluguja bo nie jest polskim uczniem wiec wszedzie musialam brac bilet normalny, nawet na sopockim molo! Tylko w muzeum Polin dzieci niezaleznie od narodowosci placa symboliczna 1 zlotowke!  

Pogode mielismy taka jaka widac na zdjeciach. Oprocz Warszawy pochmurno i deszcze... brrr...


Najwiekszy gotycki kosciol w Europie czyli Katedra gdanska z "Sadem ostatecznym" a raczej jego kopia, zegarem i innymi ciekawostkami.



Pierwszego dnia zwiedzalismy z moja chrzestna stary Gdansk... w tlumie bo bylo dosc ciasno, ale pieknie. Spodobalo nam sie muzeum Morskie, Dlugi Targ i oczywiscie gdanskie "salony". 



Nastepnego dnia caly poranek spedzilismy w moim wydawnictwie w Gdyni, gdzie przyjeto nas milo i serdecznie. Antek byl pod wrazeniem budynku, biur i ogolnie profesjonalizmu. Ja bylam wzruszona bo po raz pierwszy widzialam okladke mojej ksiazki! Jest piekna! Lalo jednak jak z cebra. I chcielismy zwiedzac cos pod dachem... Zaprowadzilam malego do centrum Eksperyment, kilka krokow dalej od wydawnictwa - kolejka na 2h30 minut... zrezygnowalismy. Wsiedlismy w autobus i pojechalismy do centrum Gdyni. Tam, po pierogarni... zobaczylismy ORP Blyskawica i Dar Pomorza. Po czym udalismy sie do Oceanarium, ale tutaj kolejka siegala trzech godzin, wiec znowu nici...



Antek wpadl na genialny pomysl chodzenia po sopockim molo... za 17 zlotych zmoczylo nas od stop do glow lacznie z gatkami. Powrot SKM do Gdanska w przyklejonych do ciala, mokrych ubraniach nie nalezal do najprzyjemniejszych ale przezylismy!



Nastepny poranek zarezerwowalismy sobie na Muzeum Solidarnosci i to byl strzal w dziesiatke. Przepiekne, niezwykle ciekawe muzeum miescilo sie 5 minut pieszo od naszego fajnego hotelu Ibis Stare Miasto. Ta brama, ten pomnik... co tutaj duzo mowic to moje dziecinstwo, moja mlodosc, czesc mojej historii, ktora dzisiaj politycy polscy, ktorzy na to miano nawet nie zasluguja, bezczelnie bezczesza. Bylam niezwykle wzruszona ta wizyta. Spedzilismy w muzeum bite 4 godziny... i wciaz odczuwalam niedosyt pamieci i zrozumienia. Antek, dla ktorego jest to zupelnie nieznany dzial wspolczesnej historii byl po prostu zafascynowany. Wychodzic nie chcial ale musial bo mielismy kolejny pociag do Torunia. 


2. Torun.






Tu w koncu przestalo padac... choc chmurzyska straszyly listopadowa szaroscia. Nasz hotel przy ulicy Rabianskiej zapewnial nam takie widoczki, na stare kamienice. Do rynku byly trzy kroki a na nim jak zwykle sporo ludzi. Zwiedzilismy starowke, katedre i dotarlismy do Wedla na urodzinowy podwieczorek i dalej na kolacje w Starej Pierogarni. 





Nastepnego dnia do godziny 15 mielismy czas na zwiedzenie kilku obiektow. Po pierwsze Muzeum-Dom Kopernika. Wyjatkowy z zewnatrz, wybitnie nieciekawy wewnatrz. Zamiast eksponatow same falsyfikaty i to ulozone w dosc osobliwy sposob... nic nie mozna z tego zrozumiec! Tylko makieta starego Torunia byla fajna. Po tym muzeum ruszylismy do Muzeum Piernikow (Torun/Kopernik nie te male prywatne grajdolki tylko z nazwy "muzea") - bardzo fajne miejsce. Wystawa piekna i logiczna. degustacja smaczna i zakupy w sklepie piernikowym tez udane. 
Po szybkim obiedzie na starowce, wizyta w muzeum etnograficznym Torunia, ktore jako jedyne w Polsce znajduje sie w samym centrum miasta. To muzeum to miejsce praktyk mojego ojca z jego studenckich lat. Tak wiec obeszlismy wszystko dokladnie, ale jak w kasie powiedzialam o ojcowskim doswiadczeniu tutaj to przydzielono nam darmowego przewodnika, pania, ktora otwierala nawet zamkniete obiekty i usuwala sznury na naszej drodze. W ten sposob to co innym niedostepne dla nas stalo sie dostepne i ciekawe! Spacer zakonczylismy nad Wisla... pozniej znowu taksowka i pociag do Warszawy. 




3. Warszawa



Do mojego brata dotarlismy poznym wieczorem. Czekala na nas kolacja i tort, o ktorym wspominalam wczoraj ale tez kolejna nawalnica. Nastepnego dnia bylo juz pogodnie. Poranny sport na Polach Mokotowskch, hala Koszykowa i srodmiescie to bylo rano a popoludniu udalismy sie do Muzeum Polin i pod jego wrazeniem pozostaje do dnia dzisiejszego. Rzadko na swiecie mozna odwiedzic tak niesamowite muzeum, tak bardzo nastawione na jasny i pedagogiczny przekaz. To muzeum nowego typu, z niewielka iloscia eksponatow za to interaktywne i uczace. Wzruszenie, podziw a przede wszystkim kawal sporej wiedzy o Polskich Zydach, o ktorych zawsze wiedzialam tak malo i ktorych postrzegalam tak stereotypowo. Wielkie ubogacenie. 

Po tej wizycie, udalismy sie wieczorem do Starego Miasta. O 19 h byl koncert jazzowy na rynku, na ktorym bylismy, a pozniej obeszlismy stare uliczki zatrzymujac sie na drinka w przepieknej kawiarni "U Freta"...



Niedziela przywitala nas juz slonecznie... Sport w Lazienkach przed Szopenowskim koncertem, ktorego jakosc zwala z nog! Jakosc koncertu oczywiscie! Mam kilka fragmentow nagran na komorce.  Zniesmaczyl mnie tylko pochod przed Sejmem i postawione tam zasieki jak rowniez te sprzed Palacu Prezydenckiego. Wozow policyjnych cala masa i to uczucie, ze w Demokracji jednak sie nie znajdujemy... Do tego incydent z psem przy pomniku Witosa, ale to juz bedzie rodzinne wspomnienie. 
Wieczorem bylismy na Mszy Swietej w fajnym kosciele Srodowisk Tworczych przy warszawskiej operze, na zmianie warty przy grobie nieznanego zolnierza, w Wedlu a jakze i jeszcze wogrodach Saskich. 


4. Struga, Ksiaz, Walbrzych


Ostatnim etapem zwiedzania byl 4 dniowy wypad z moimi rodzicami do Palacu Struga. Na zdjeciu widac jego ruiny ale na przeciwko w odrestaurowanej oficynie palacowej miesci sie hotel i tam mieszkalismy. Pdczas tej wizyty zwiedzilismy Zamek w Ksiazu, drugi najwiekszy zamek w Polsce, po Malborku. Spedzilismy tutaj caly poranek w srodku i w ogrodach. Obiekt jest piekny, ale wizyta zamku jest zorganizowana masakrycznie! Nic nie wiadomo...przez pierwszych kilka komnat przechodzisz nie wiedzac co zacz i po co. Audiobukow nie ma... mozesz wziac przewodnika, ale my nie bralismy ze wzledu na potrzebe tlumaczenia malemu roznych detali. Dopiero pod koniec wizyty zaczelo sie mi rozjasniac w glowie, kto i po co to budowal, jakie mial zwiazki itd... uf... Piekne sa ogrody tarasowe wokol i Ksiazanski park krajobrazowy. Po pysznym obiedzie zwiedzilismy tez Palmiarnie palacowa polozona znacznie nizej. 



Ostatniego dnia udalismy sie do Walimia, do kompleksu postnazistowskiego Riesen "Rzeczka". Wizyta byla niesamowita... Przewodnik dosc profesjonalny. Wrazenie duze i wzruszenie duze tez jak czlowiek sobie uswiadomi ile tysiecy ludzi tutaj zginelo kopiac te korytarze... Teren jeszcze malo znany i malo odkryty. Po wizycie obiad przy drodze,  w agroturystyce ale niezbyt smaczny i cale popoludnie spedzone na zwiedzaniu Starej Kopalni w Walbrzychu. Przewodnik ekstra - bo byly gornik. To bylo wejscie w inny, nienznany nam swiat i cieszymy sie zesmy go poznali!




piątek, 11 sierpnia 2017

Polska 2017: rodzinnie. Organizacja i budzet. Czesc 1.

Wczoraj wieczorem wrocilam z 19-sto dniowego pobytu w Polsce. Na pytanie "jak bylo?" moge odpowiedziec, ze roznie bylo... i to z wielu wzgledow. Ten pierwszy to obecna polityczna i spoleczna sytuacja w kraju, ktora budzi moja groze. Ten drugi to poglebiajace sie podzialy ekonomiczne. Wyraznie widac tak naprawde wiele "Polsk" tych z malych prowincjonalnych miasteczek kupujacych w Biedronkach i w Lidlach i nie wyjezdzajacych na wakacje, ze tak to schematycznie i bardzo stereotypowo okresle po Polske wielkich metropolii typu Warszawa i Gdansk, gdzie az huczy od turystow, znakomitych muzeow, restauracji, hoteli na swiatowym poziomie i zapierajacych dech w piersi koncertow. Pomiedzy tymi skrajnosciami cos posredniego jak miasta typu Poznan czy Torun z aspiracjami, gdzie cos sie dzieje, ale niestety niedociagniecia widac golym, turystycznym okiem.
Tak sobie troche pojezdzilam w tym roku z Antkiem i z moimi rodzicami po roznych katach. 
Widac tez nagminna otylosc - ale to moj temat z cyklu "Zdrowsza..." jak i sklepy ze zdrowa zywnoscia Fit, ktorych wczesniej nie widzialam. 

Nie zaskocze nikogo stwierdzeniem, ze Polska jest coraz drozsza. Moj budzet zamknal sie w okolicach 1800 euro a i tak 9 dni spalam i jadlam u moich rodzicow - co tutaj sie nie liczy. Tansze niz we Francji sa wciaz pociagi i restauracje, ale juz prawie nie... kawiarnie, wejscia do muzeow i oczywiscie hotele. 
Nasz pobyt byl bardzo intesywny. Tydzien podrozowania z synem po kraju, plus 4 dni wyjazdu wakacyjnego z rodzicami. Wiele spotkan z przyjaciolmi ze szkolnych lat - balsam na moje serce!; z kilkoma czlonkami mojej rodziny - moja wielka milosc i oczywiscie w moim wydawnictwie bo ksiazka jak ta panna na wydaniu bedzie za kilka tygodni gotowa!

Zaczynam dzisiaj od kilku rodzinnych wspomnien... 

Te z Walcza... to oczywiscie cmentarze z najukochanszymi i spotkanie z ciocia Mania lat 103 i pol! Ciocia i opiekujacy sie nia syn z zona przyjeli nas bardzo serdecznie. Nie moge wyjsc z podziwu, ze ta ponad 100 letnia kobieta wciaz mnie rozpoznaje, wciaz pamieta, wspomina i tak znakomicie sie trzyma. Podziwiam tez jej syna a mojego wuja i jego zone za ich opieke nad nia i ich cierpliwosc. 



Najwiecej czasu Antek spedzil jednak z dziadkami czyli z Misiem Polarnym widocznym na zdjeciu, moim kochanym ojcem... i z Hipopotamem czyli z moja mama... A silowal sie z nimi, a piosenki spiewal, a bawil... A Antek tak ma, ze jak kogos bardzo kocha to nadaje mu jakies dziwne imie... ja na przyklad jestem Wielblad, mama Wielblad a tata jest Dzik...

Z Babcia ukochana w palmiarni w Ksiazu.

W Gdansku widzielismy sie z moja chrzestna, ciocia Ula! Prezentow nam nawiozla do hotelu, objedlismy sie z nia w restauracji i w kawiarni i Gdansk rowniez - stara jego czesc- zwiedzilismy! Pieknie bylo i pysznie bylo! a dalej...? powedrowalismy sami...

W Toruniu obchodzilam z Antosem jego 12-ste urodziny, w kawairni Wedla, zreszta w wielu ich kawiarniach w Polsce bylismy bo uwazam, ze sa jednymi z najlepszych na polskim rynku. Antek dostal tacke czekoladowych pralinek od firmy z okazji urodzin.

Dalej urodziny swietowalismy u mojego brata i bratowej w Warszawie. Marta zakupila mega tort w cukierni pana Sowy - co za delicje! 12 swieczek zablyslo! Nastepnego dnia byly mega lody w hali handlowej... ktorej nazwy zapomnialam - Koszykowa???? niedaleko od ich mieszkania przy Hozej. Uwielbiam Warszawe... koncerty, muzea, miasto i moglabym tam mieszkac, w samym centrum, jak moj brat. Jest pasjonujaca!